Przez długi czas nie pisałam. Dużo się ostatnio u mnie zmieniło. Myślę, że największą zmianą jest to że od tygodnia jestem w Polsce. I zostanę tu mniej więcej do lutego/ marca. Rodzina, w której mieszkałam miesiąc i już myślałam, że wszystko się ułoży nagle zmieniła zdanie. A wszystko przez to, że ja wymyśliłam sobie szkołę językową. Hostka wszystko tłumaczyła tym, że chce mieć cały czas kogoś na miejscu i żeby cała praca była wykonana przed jej powrotem z pracy. Dostałam TYDZIEŃ na wyprowadzkę. Miałam ambitny plan znalezienia pracy normalnej, nie aupairkowej ale wszystko łatwo powiedzieć a trudniej zrobić. W każdym razie NIN już wyrobiłam, konto w banku otworzyłam, więc będzie na przyszłość :) A plan mam i na pewno chcę jeszcze tam wrócić, na jakies 3-4 miesiące. Mam nadzieje, że wszystko się uda i będę dążyć do tego żeby teraz to moje małe marzenie się spełniło. Dużo mnie ten wyjazd nauczył, wiem jak to wszystko wygląda i wiem, że nie wszystko jest takie kolorowe jak się wydaje. Wyrobiłam sobie zdanie na temat całej przygody au pair i wiem, że to już nie dla mnie. :) Trzymać kciuki!
poniedziałek, 9 grudnia 2013
czwartek, 14 listopada 2013
Keeps getting better.
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest lepiej. Powoli zaczynam życie w Londynie. Przyzwyczajam się do tego jak tu jest, jak wygląda mój dzień. Każdą wolną chwilę staram się wychodzić z domu. Nie ważne czy sama czy z kimś. Najczęściej jest to Ala, au pair, którą poznałam jeszcze jak mieszkałam w Edgware. Wcześniej dużo łatwiej było nam się spotkać, bo mieszkałyśmy obok siebie. A teraz to dwa krańce Londynu, dlatego zazwyczaj spotykamy się w centum. W sobotę spacerowałyśmy po Hyde Parku i nawet na chwilę weszłyśmy do Natural History Museum. Później Covent Garden, Trafalgar Square i National Gallery. Czy chcę wracać? Nie wiem. Ale wiem, że czuję, że mój kryzys został zażegnany. Dlatego dziękuję Wam za to, że nie pozwoliłyście mi się poddać. Zobaczyłam, że to wcale nie musi być takie ciężkie. Wiadomo, że na początku jest ale później to życie tutaj staje się codziennością. Moja hostka, która też byłą au pair 15 lat temu w UK powiedziała mi to samo. Daj sobie czas. :)
niedziela, 3 listopada 2013
No i co?
Wiem, że początki są trudne ale to jest naprawdę ciężkie. Nie wiem czy tego chcę, nie wiem czy chcę aż tak się poświęcać. Co to za przyjemność odkrywania miasta, uczenia się nowych rzeczy kiedy nie możesz się dzielić tym ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Wiem, że to było moje marzenie. I w większości je spełniłam. Cieszę się, że odważyłam się na coś takiego. Ale to wszystko jest trudne. Może wreszcie czas przyznać, że nie dorosłam do tego. Do życia samej, w 12 mln mieście z daleka od wszystkiego co było moim życiem przez 19 lat. Nie da się tak przekreślić tego i po prostu wyjechać. Ja próbowałam tak zrobić i teraz ponoszę tego konsekwencje. Myślę nawet o powrocie do domu. Zastanawiałam się nawet czy to całe au pair jest dla mnie. Co innego zajmować się dzieckiem w Polsce a co innego, żyć tutaj z host rodziną, która naprawdę się stara, ale to nie jest MOJA rodzina. A przyjaciele? Skype to nie to samo. Muszę to wszystko przemyśleć, bo perspektywa świąt tutaj i jeszcze roku życia nie wzbudza we mnie szczęścia jakie powinna wzbudzać. Prawda?
piątek, 1 listopada 2013
Najgorszy dzień EVER !
Może się to wydać dziwne, ale.. jestem już u nowej rodziny. To dosyć długa historia, ale może chociaż trochę ją skrócę. W domu w którym do dzisiaj mieszkałam czułam się jak sprzątaczka. Myślę, że de facto nie potrzebowali au pair. Dzieci są już dość duże i robią wszystko same, albo siedzą przed telewizorem, no ewentualnie swoim iPadem. :O Matka nie pracuje, cały dzień w domu z dziewczynkami oczywiście. I po co ja tam? Do sprzątania, bo przecież codziennie przez dom przewija się tornado, huragan i wszystko inne, więc niech Alex posprząta. Jakieś 2 dni temu zaczęłam szukać nowej rodziny. Stwierdziłam, to nie dla mnie. Ale szczerze mówiąc to myślałam, że przemęczę się jeszcze tydzień i w międzyczasie czegoś poszukam. Wczoraj byłam na jednym potajemnym spotkaniu z rodziną. Właściwie to już dziś u nich jestem ale o tym później. :)
Zatem, hostka dziś wzięła mnie na rozmowę. Posypała się cała litania, czego to ja nie robię albo robię źle. Sprzątam za szybko nie rozmawiam z nimi (nie dało się z nimi rozmawiać, próbowałam). Nie ważne. W każdym razie zasugerowała mi wyprowadzkę, DZISIAJ. :O WHAAAAAT?! Z jednej strony super, bo nie chciałam z nimi spędzić kolejnego dnia ale z drugiej, wpadłam w panikę gdzie ja teraz pójdę. Okazało się, że mogę liczyć na każdego, poczynając od au pair z okolicy, którą poznałam tydzień temu, przez koleżanki i kończąc na rodzinie, która uratowała mi dziś życie. Walczyli ze mną do końca i za to im będę wdzięczna do końca życia. Spakowałam się w godzinę, swoją drogą, jakim cudem mogłam się pakować cały tydzień przed przyjazdem tutaj?! I wyszłam z domu. Hostka nie zapłaciła mi wszystkiego, twierdząc, że nie wypłaciła. A ja byłam już tak zestresowana, że chciałam jak najszybciej opuścić Edgware. A teraz jestem u rodziny z którą widziałam się wczoraj, oni polubili mnie, ja ich. Zobaczymy jak będzie za tydzień, ale nie chcę się pakować, AGAIN. :)
Po za tymi wszystkimi przygodami i rodzinką to tydzień zleciał mi calkiem dobrze. Kilka razy odwiedziłam już centrum.
Trochę zdjęć na poprawę mojego humoru. :D
Zatem, hostka dziś wzięła mnie na rozmowę. Posypała się cała litania, czego to ja nie robię albo robię źle. Sprzątam za szybko nie rozmawiam z nimi (nie dało się z nimi rozmawiać, próbowałam). Nie ważne. W każdym razie zasugerowała mi wyprowadzkę, DZISIAJ. :O WHAAAAAT?! Z jednej strony super, bo nie chciałam z nimi spędzić kolejnego dnia ale z drugiej, wpadłam w panikę gdzie ja teraz pójdę. Okazało się, że mogę liczyć na każdego, poczynając od au pair z okolicy, którą poznałam tydzień temu, przez koleżanki i kończąc na rodzinie, która uratowała mi dziś życie. Walczyli ze mną do końca i za to im będę wdzięczna do końca życia. Spakowałam się w godzinę, swoją drogą, jakim cudem mogłam się pakować cały tydzień przed przyjazdem tutaj?! I wyszłam z domu. Hostka nie zapłaciła mi wszystkiego, twierdząc, że nie wypłaciła. A ja byłam już tak zestresowana, że chciałam jak najszybciej opuścić Edgware. A teraz jestem u rodziny z którą widziałam się wczoraj, oni polubili mnie, ja ich. Zobaczymy jak będzie za tydzień, ale nie chcę się pakować, AGAIN. :)
Po za tymi wszystkimi przygodami i rodzinką to tydzień zleciał mi calkiem dobrze. Kilka razy odwiedziłam już centrum.
Trochę zdjęć na poprawę mojego humoru. :D
AAAAA, magic stars, finally found you :)
W Selfridges już święta
piątek, 25 października 2013
Finally Edgware
Pierwsze wrażenie? Nie wiem czy tu się odnajdę. Może to dlatego, że tęsknisz za całym światem, który zostawiłaś w Polsce. Dopadają cie mysli, że właśnie mogłaś się umówić z przyjaciółką na kawe, albo iść na imprezę, bo przecież piątek. Ale NIE, ja jestem w Anglii, miasteczku, które nazywa się Edgware. Nie pamietam, kiedy otatnio było mi tak ciężko jak dziś na lotnisku, kiedy to przyszedł czas pożegnania. Tego prawdziwego pożegnania, godzinę przed odlotem. To wtedy wybuchła we mnie bomba. Że jednak lecę, że zostawiam tu wszystkich, że za chwilę będę w Anglii. Myślę, że potrzebuję jeszcze kilku dni, żeby tak naprawdę zmienić swoje życie o 180 stopni. Bo przecież przeprowadzka to właśnie taka zmiana. Wiem, że będe strasznie tęsknić, ale też wiem, że dzięki temu mogę nauczyć się tysiąca nowych rzeczy. Przeżyć coś, co nie każdy ma okazje przeżyć. Będe miała miliony wspomnień. Zarówno dobrych i złych. Ale przecież o to chodzi w życiu. Te dobre i złe wspomnienia nas uczą i to dzięki nim wyciągamy wnioski. Nigdy wcześniej nie byłam w Anglii, dlatego z jednej strony jestem podekscytowana. Z drugiej, chyba trochę przerażona. Ale myślę, że uda mi się znaleźć równowagę. Jestem tutaj może niecałe 7 godzin, dlatego nie mogę zbyt wiele powiedzieć. Pierwsze wrażenie jest pozytywne. Zobaczymy jak przeżyję jutrzejszy dzień i kolejny i jeszcze następny. :)
wtorek, 22 października 2013
Prezenty
Skoro zostały mi 2 dni do wylotu, to prezenty powinny być już gotowe. I są, z wyjątkiem jednego. Dla Hosta postanowiłam, bardzo oryginalnie kupić Żubrówkę. I kupię ją na lotnisku. A co do reszty prezentów to nad każdym zastanawiałam się bardzo długo. A możg kredki albo ozdoby do włosów. A może to, a może tamto. Stwierdziłam, po co się aż tak spinać. Zdecydowałam się na 3kg słodyczy dla dziewczynek, ale myślę, że hości też się skuszą. :P
Krówki, michałki, galaretki w czekoladzie, śliwki w czekoladzie, kamyczki, prince polo, delicje, cukierki lambada i jeszcze WIĘCEJ.
A dla hostki mam również ręcznie robione przez mamę korale i bransoletka z ludowym wzorem.
Krówki, michałki, galaretki w czekoladzie, śliwki w czekoladzie, kamyczki, prince polo, delicje, cukierki lambada i jeszcze WIĘCEJ.
Dodatkowo dla dziewczynek mam ręcznie robione przez moją mamę bransoletki. Mam nadzieję, że im się spodobają.
A dla hostki mam również ręcznie robione przez mamę korale i bransoletka z ludowym wzorem.
sobota, 19 października 2013
Last Saturday Poland
Dzisiaj jest moja ostatnia sobota w Polsce, przed wyjazdem. Wczoraj było oficjalne pożegnanie ze znajomymi, czyt. impreza. Tak patrzyłam na wszystkich i zastanawiałam się, kiedy będzie kolejne nasze spotkanie w tym samym składzie. Chyba nieprędko. No cóż, życie toczy się dalej. Każdy ma swoje zajęcia. A to, że ja będe w innym kraju wcale nic nie zmienia. Założę się, że będe o nich myślała każdego dnia. Od poniedziałku zaczynam sie pakować, tak na poważnie. Czeka mnie jescze posprzątanie pokoju, bo przecież nie wiadomo kto będzie go odwiedzał przez ten rok. :D
O prezentach dodam post innym razem.
A to, ma mi przypominać gdzie jest moje miejsce i kto bedzie na mnie czekał. Moi przyjaciele. DZIĘKUJĘ!
O prezentach dodam post innym razem.
A to, ma mi przypominać gdzie jest moje miejsce i kto bedzie na mnie czekał. Moi przyjaciele. DZIĘKUJĘ!
Subskrybuj:
Posty (Atom)















